Fotografia przyrody – od czego zacząć?

Zastanawiasz się jak oni to robią? Jaki mają aparat? Jak kosmicznie wielki musi być zoom ich obiektywu? To uważaj! Możesz dać się zaskoczyć, bo nie tutaj leży lis pogrzebany, przynajmniej na samym początku...

Fascynacja przyrodą zaczyna się zwykle we wczesnym etapie życia człowieka. Dziecko zauroczone naturą, albo z tego wyrasta, albo obiera jeden z trzech najczęstszych kierunków. Może zostać naukowcem, przyrodnikiem lub fotografem - filmowcem. Czasem wszystkim naraz. Niekiedy też pasja budzi się po latach.

Bez względu na to na jakim etapie jesteś oraz czy mniej lub bardziej (a może w ogóle) wpisujesz się w opisany wyżej obrazek, zapewne czytasz ten artykuł ponieważ chcesz dowiedzieć się czegoś przydatnego. Być może już teraz pragniesz wykonywać zapierające dech w piersiach zdjęcia niczym fotograf National Geographic, albo po prostu wystarczy ci parę chwil spędzonych oko w oko z dzikimi zwierzętami. Tak czy inaczej usiądź wygodnie (póki jeszcze możesz), bo chciałabym udzielić ci kilku drobnych rad na sam początek Twojej przygody.

Zanim zaczniesz zastanawiać się nad wyborem aparatu, obiektywu, statywu, zanim zdążysz kupić w niskiej cenie aparat z „ekstra przybliżeniem”, którego matryca okaże się porażką lub zobaczysz ceny profesjonalnego sprzętu i pomyślisz, że ktoś pomylił się o jedno zero (ups, masz już to za sobą?), zastanów się co dokładnie chcesz fotografować.

Podstawowym błędem wielu początkujących fotografów, a nawet i tych (o zgrozo!) zaawansowanych jest ignorancja wszystkiego co mają pod nosem. Dysponując naprawdę dobrym sprzętem idą w teren w poszukiwaniu sarny, jelenia, wilka, słonia i kto wie jeszcze czego. Nie ukrywajmy, nawet ty marzysz o zdjęciu jakiejś rzadkości. Masz na swojej „ścianie” miejsce na to konkretne trofeum. Nie ma w tym nic złego, poza tym, że skupiasz się na dość odległym celu, podczas gdy inne tematy, na których mógłbyś doskonalić już teraz swój warsztat, czekają na wyciągnięcie ręki. Pewien znany fotograf przyrody powiedział kiedyś „zacznij od swojego ogródka”. Jeśli nie masz ogródka może być balkon. Jeśli nie masz balkonu znajdź trawnik. Wyjdź na zewnątrz, rozejrzyj się dookoła, zajrzyj w pobliskie krzaki. Czeka tam na ciebie wiele pospolitych, ale równie wdzięcznych gatunków. Nie rezygnuj z nich. Z czasem przekonasz się, że było warto.

Zwyczajny rudzik zamieszkujący moje niezwyczajne podwórko

Idąc dalej tym tropem – z pierwszej mojej rady wynika kolejna. Twój temat musi czuć się komfortowo. Myślę, że zrozumieją mnie w tym przypadku osoby fotografujące modelki – sesja nie będzie udana, jeśli dziewczyna będzie się krępowała. O ile rośliny mają gdzieś ciebie i twój aparat, o tyle zwierzęta – rzecz jasna - nie. Przyjrzyj się uważnie jakimikolwiek zdjęciom przyrodniczym. Czy znajdujący się na nich łoś beztrosko skubie gałązki, czy może kuli uszy i groźnie napręża kark? Chyba nie trzeba zgadywać w jakiej sytuacji został postawiony ten ostatni? Nie chodzi tu tylko o dobro zwierząt i twoje bezpieczeństwo (o etyce będzie innym razem), ale o to jaką opowieść niesie fotografia, której jesteś autorem. Wbrew pozorom to nie rzadki gatunek przyciąga uwagę odbiorcy, lecz to, co dzieje się na konkretnej fotografii. „Koń, jaki jest, każdy widzi”.

Zrelaksowana orzechówka podczas fotografowania zaczęła czyścić swoje pióra

Nawiązując do pierwszej rady - zwierzęta z ogródka są o tyle dobrym tematem, że obecność człowieka nie stanowi dla nich, aż tak poważnego problemu. W ten sposób możesz uchwycić je w naprawdę niesamowitych momentach takich jak kąpiel, walka, zdobywanie pożywienia. Uwierz, to wszystko wzbudzi większe zainteresowanie osób oglądających Twoje fotografie. Lepszy kos wyciągający dżdżownicę z ziemi, niż rozmazany tyłek uciekającego jelenia. Przestań myśleć „jaki gatunek” stawiając sobie pytanie: „w jakiej konkretnej sytuacji może zostać sfotografowany?”. Oczywiście nie zrażaj się, gdy na początku twoją kartę pamięci zapełnią same bezczynnie siedzące gołębie. Sama mam sporo zdjęć, na których nic konkretnego się nie dzieje, a także potrafią cieszyć oko.

Drozdy chętnie odwiedzają nasze parki. Nie wszyscy jednak mają okazję oglądać z bliska ich poranną kąpiel.

Równie istotna jest znajomość zachowań zwierząt, którędy się przemieszczają, po jakim czasie pisklęta opuszczają gniazdo, gdzie nocują itp. Także warunki pogodowe powinny mieć dla ciebie ważne znaczenie. Spowita mgłą polana, czy też lekka mżawka potrafią stworzyć ciekawy nastrój.

Kormoran wyszedł na brzeg, aby wysuszyć pióra. Brak rozmytych kropel deszczu zapewne pozbawiłby zdjęcie swojego klimatu.

Chciałam żeby było krótko, więc przed Tobą ostatnia rada. Przygotuj się na wiele niedogodności. Fotografia przyrodnicza to nie tylko „wyrzucanie kasy w błoto”, ale i życie w błocie, leżenie na zmarzniętej ziemi, w mrówkach, w kleszczach. To również wstawanie, gdy wszyscy jeszcze smacznie śpią, albo branie urlopu w marcu zamiast w sierpniu. Za sesję ślimaka na liściu nikt ci nie zapłaci, a drogi sprzęt sam na siebie nie zarobi. Nie mówiłam, że będzie lekko. Nie mówiłam także, że należy od razu rezygnować. Na pewno idąc w teren lepiej się zabezpieczysz przed kleszczami, niż wybierając się na rodzinnego grilla na działkę, gdzie także czyhają na ciebie ci mali krwiopijcy. Będziesz miał okazję podziwiać zapierające dech w piersiach wschody słońca, które wszyscy przesypiają, a odwiedzając wiosną małe niepopularne miejscowości odkryjesz uroki urlopu w ciszy i spokoju.

Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się zmienić twoje spojrzenie na fotografię przyrodniczą oraz w jakiś sposób dałeś się zainspirować. Wszystko wymaga małych kroków, odpowiedniego przygotowania, jak widzisz czasem też zmiany nastawienia. Będę tutaj zamieszczała więcej porad. Postaram się opowiedzieć nieco o odpowiednim sprzęcie, a zwłaszcza jak na nim oszczędzić, jakie niskobudżetowe techniki możesz zastosować, czego nie należy robić, trochę o wspomnianej wcześniej etyce i wiele innych tematów opartych na własnych doświadczeniach.

Do zobaczenia w krzakach!